-Możemy porozmawiać?
-Jasne, wchodź.
Usiedliśmy na kanapie.
-Więc o co chodzi?-zapytałam.
-A to jednak prawda, że ty jesteś w ciąży z Messim?
-Tak, a nie widać?
-No widać. Przyszedłem tu, aby ci powiedzieć, że nadal coś do ciebie czuje...
-Ale ja kocham Lionela i to sie nie zmieni. Zresztą wtedy nam nie wyszło to dlaczego teraz miałoby wyjść.
-Naprawiłbym wszystko i byśmy zaczęli od nowa. Razem wychowamy to dziecko tylko wróć do mnie.
-Chyba coś cię boli. Wyjdź stąd.
-Ale Laura...
-Powiedziałam, wynocha!!!
Wyszedł. Zaczęłam płakać.
*Messi*
Wróciłem do domu około 19:00.
-Hej kochanie!-krzyknąłem. Nie odpowiedziała. Wszedłem do salonu i zobaczyłem, że płakała.
-Jezus Maria, co się stało??
-Sandro tu był...-odpowiedziała przez łzy.
-Coś ci zrobił? Zabiję gnoja...!
-Nie, stwierdził, że wciąż mnie kocha i chce abym do niego wróciła i razem wychowali to dziecko...
-No chyba go coś boli.. Kochanie nie ma o co płakać, spokojnie...
-Boję się, że będzie chciał zniszczyć nasz związek...-stwierdziła.
-Nikt nas nie rozdzieli, pamiętaj. A zwłaszcza jakiś ślepo zakochany w tobie dupek. Kocham Cię i nigdy Cię nie zostawię.
-Ja Ciebie też i to najbardziej na świecie-przytuliła mnie.
~2 dni pózniej~
-Spakowana?-spytał mnie Messi.
-Już idę.-odpowiedziałam.
Dzisiaj lecimy do Argentyny. Lekarz wyraził zgodę na to (inaczej Leo by mnie nie puścił).
O 8:00 byliśmy na lotnisku.
-No nie mów, że się boisz-śmiałam się z Leo, który miał strasznie przestraszoną minę, gdy siedzieliśmy w samolocie.
-Boję się o ciebie i Julio.
-Ale nie ma o co. Przecież lekarz powiedział, że bez obaw mogę lecieć.
-Tak, tak, nie rozmawiajmy o tym. Ładnie wyglądasz tak w ogóle-powiedział.
-Dzięki, muszę wyglądać ładnie przed twoimi rodzicami.
Leo uśmiechnął się.
Miałam na sobie taką sukienkę:
Było mi w niej widać brzuch, ale to dobrze. Wreszcie wylądowaliśmy. Dojechaliśmy pod rezydencję państwa Messi. Strasznie się stresowałam.
-Nie bój się. Moja rodzina to bardzo ciepli ludzie, na pewno cię polubią.
Wziął mnie za rękę. Zadzwonił do drzwi. Otworzyła mama Lionela:
-Lio? Co ty tu robisz?! Jak miło cię widzieć-wykrzyczała.
-Wpadłem, a właściwie wpadliśmy was odwiedzić.-wprowadził mnie przed oblicze pani Celii (cały czas stałam tam, gdzie mnie nie było widać)-Mamo, to jest moja ukochana Laura.
-Miło Cię poznać dziecko. Cieszę się, że mój synek jest wreszcie szczęśliwy. Ale jest chyba jeszcze coś, co chcecie nam oznajmić, prawda?- mówiła z uśmiechem . Pewnie chodziło jej o mój brzuch.
W tym momencie wszedł tata Jorge.
-Ja i Laura spodziewamy się syna.-wydusił z siebie Leo.
Oboje się cieszyli. Wyściskali nas obojga. Potem poznałam rodzeństwo Lionela. Bardzo fajna i zżyta z nich rodzinka.
-A jak nazwiecie dziecko? Macie już jakieś pomysły?-spytała Maria Sol, gdy siedzieliśmy przy kolacji.
-Julio-odpowiedział Lionel.
-Bardzo ładne imie, typowo hiszpańskie-opowiedzieli wszyscy.
-Laura, a ty skąd pochodzisz?-zapytał Rodrigo.
-Też z Rosario.
-I my się nie znaliśmy, dziwne nie? Ale to bardzo dobrze, że stąd. Jak będziecie przyjeżdżać to do nas i potem od razu odwiedzić twoich rodziców-powiedziała Celia.
*Messi*
Siedzieliśmy przy kolacji. Wyszedłem na chwilę, niby do łazienki, ale tak naprawdę po pierścionek zaręczynowy.
-Laura, możemy pójść na spacer? Pokażę Ci moje ulubione miejsca z dzieciństwa,
-No jasne, zawsze chciałam zobaczyć gdzie miał swoje początki najlepszy piłkarz świata.
*Laura*
Leo zabrał mnie na boisko, na którym grał jak był mały. W pewnym momencie ukląkł przede mną i wyjął coś z kieszeni.
-Laura, wiesz, że kocham Cię nad życie i czy zgodziłabyś się zostać moją żoną?
-TAK!!! Zawsze!! Kochanie moje!! Zostanę twoją żoną!!!-i popłakałam się ze wzruszenia.
Założył mi pierścionek zaręczynowy. Pocałowałam go i przytuliłam. Potem usiedliśmy i Leo wspominał mi czasy swojego dzieciństwa. To był najszczęśliwszy dzień mojego życia.
___________________________________
Rodzinna sielanka trwa ;).
Już 12 rozdział omg.
Pamietam jak pisałam prolog a tu juz tyle.
Dobra nie przedłużam
Miłego czytania i
Do następnego!;*

