niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział 5

                 Minął miesiąc. Zmieniło się niewiele. Zaczęłam umawiać się z Sandro na randki, ale na razie nie jesteśmy razem (czekam aż to się zmieni). Jest między nami jakaś chemia. Nie jest taki dziecinny jaki był jak się poznaliśmy. Dzisiaj zaprosił mnie na kolację. Zobaczymy jak to się potoczy.
Z Ciarą jesteśmy praktycznie nierozłączne. Jesteśmy jak siostry. Wszystko mogę powiedzieć jej a ona mi. Wiemy o sobie wszystko. Jest super.
Z chłopakami z Barcy jesteśmy jak jedna, wielka rodzina. Bawimy się razem świetnie. Kocham ich jak braci. Pique zawsze mnie broni jak starszy brat. A Neymar gotowy jest  zabić kogoś, gdyby choć mnie dotknął (podobnie jak Gerard). Xavi to "pan rada", Dani, Adriano to takie "luzaki" i "modnisie" (Ney też) i dalej by wymieniać...
A i Leo... 
To mój naj, naj, najlepszy przyjaciel. Zawsze wie, gdzie ma być, kiedy go potrzebuję, potrafi mnie pocieszyć jak nikt inny, wesprzeć, rozbawić. Potrafimy cały czas ze sobą gadać i nigdy nam się tematy nie kończą. Kocham go przytulać, wtedy czuję się tak bezpiecznie...może to dlatego, że kojarzy mi się z bezpieczeństwem...ale skąd te mrowienie w brzuchu...nie ważne.
********
Siedziałam z Ciarą przy stole jedząc śniadanie. 
-Co robisz po pracy?-spytała.
-Wybieram się z Sandro na kolację-odrzekłam.
-Wy już tak od miesiąca. Umawiacie się na randki a i tak nie jesteście jeszcze razem...
-Mam nadzieję, że to się niedługo zmieni-powiedziałam szczerze.
-A Messi?-zapytała.
-Co Messi? Nic Messi. Przyjaźnimy się i tyle.
-Aaaa, oook....
-Chodź, idziemy, bo się spóźnimy.
Dzisiaj pracowałam od 10 do 17. Mieliśmy nową kelnerkę, więc były zmiany i nie musiałam siedzieć do 21:00. Miałam czas żeby przygotować się na randkę z Sandro. Po męczących 7 godzinach skończyłam pracę i poszłam do domu przygotowywać się. Miałam na to ponad godzinę. Najpierw wzięłam ciepłą, pachnącą kąpiel i zajęłam się fryzurą. Moje długie już blond włosy (nie farbuję) wysuszyłam i zrobiłam z nich falowane. Potem zajęłam się strojem. Ubrałam się w krótką, granatową sukienkę z rękawem 3/4, czarne rajstopy i do tego czarne szpilki. Na koniec zrobiłam makijaż, który składał się z czarnych kresek, tuszu czarnych cieni, podkładu i mocno czerwonej szminki. 
Akurat na 19:00 byłam gotowa i Sandro był po mnie.
Weszliśmy do pięknej restauracji. Zabierał mnie w dużo różnych miejsc, ale teraz naprawdę się postarał.
-Jak tu pięknie-zachwycałam się.
-Zapraszam piękną panią do stolika-usiedliśmy przy pięknie wystrojonym stoliku, gdzie były różne potrawy.
-Dzisiaj serwujemy pani ulubione potrawy-mówił. Był śmieszny, gdy tak mówił.
-Ojeju, dziękuję bardzo.
Zajadaliśmy się i rozmawialiśmy. Po kolacji zaprosił mnie na spacer.
-Bo widzisz chcę ci coś powiedzieć tylko nie wiem jak..-mówił wyraźnie zestresowany.
-Po prostu powiedz... Nie  bój się. Nie owijaj w bawełnę.
-No dobrze... Podobasz mi się-powiedział bardzo, bardzo cicho jednak ja to usłyszałam.
-Ty mi też-odpowiedziałam.
-Naprawdę??
-Tak.
W tym momencie pocałowałam go. To była wspaniała chwila.
Potem odprowadził mnie pod blok. Szliśmy przytuleni, ciesząc się sobą. Pożegnaliśmy się buziakiem w  usta i przytuleniem. Weszłam do mieszkania. Ciara na mnie czekała. 
-I co? Jak randka?-zaczęła wypytywać.
-Było wspaniale.
-Jesteście razem?
-Tak
-Iiiiiiiiiii, jak ja się cieszę!!! Opowiadaj mi wszystko jak było.
Opowiedziałam jej wszystko o randce, pokolei.
-To kiedy się wszystkim pochwalicie?-zapytała.
-Jutro, na treningu postanowiliśmy wszystkim powiedzieć.
-Świetnie! Boże, jak ja się cieszę-wyściskała mnie-dobra lece dobranoc kochana!-pożegnałyśmy się przytulaskem.
Poszłam spać. Zasnęłam od razu.
Następnego dnia obudziłam się o 8:00. Musiałam wstać, bo o 10:00 był trening. Ubrałam się w dżinsowe spodenki i czarny cropp top, który odsłaniał mój idealny i umięśniony brzuch. Na nogo new balance i wyszłam. Sandro był chwilę później po mnie.
Byliśmy na miejscu. Obserwowałam trening. Sandro co chwilę robił do mnie głupie miny. Zauważyłam Leo. Stęskniłam się za nim, bo dawno się nie widzieliśmy. Po treningu dosłownie się na niego rzuciłam. 
-Hej młoda-puścił mnie i uśmiechnął się.
-Dawno się nie widzieliśmy-mówiłam.
-Wiem, nadrobimy to.
-Słuchajcie mamy wam z Laurą coś do powiedzenia-zaczął Sandro.
-Jesteśmy razem-dokończyłam.
Wszyscy zaczęli nam gratulować. Leo mnie wyściskał tak, że omało się nie udusiłam.
Po treningu poszłam z Sandro na obiad.
*Neymar*
Po treningu postanowiłem pójść do Leo.
Był jakiś przygnębiony.
-Leo co się stało, chodzi o Laurę prawda?-spytałem. Nic nie odpowiedział.
-Wiedziałem.
-Co wiedziałeś?! Że zepsułem swoją szansę?! Że nigdy z nią nie będę. Że jest z innym i nic do mnie nie czuje? Że się w niej zakochałem?-krzyczał wręcz.
-Leo, stary...musisz jej o tym powiedzieć..-przytuliłem przyjaciela..
-To nie ma sensu. Ona jest z kim innym. Muszę to zaakceptować..
-Skoro tak sądzisz...
___________________
I mamy 5 rozdział.
Musiałam przesunąć akcję o miesiąc, bo tak to by się nic nie stanie.
Powiem tyle, że dużo się jeszcze zmieni..
Do następnego!;*

sobota, 13 grudnia 2014

Rozdział 4

                  Obudziłam się o 7:00. Chciałam spać dalej, ale przypomniało mi się, że na 11:00 muszę iść do pracy, więc wstałam. Zjadłam płatki i poszłam się ubrać. Tylko nie wiedziałam w co. Postawiłam w końcu na czarną, krótką, skórzaną sukienkę z rękawem 3/4, która podkreślała moją figurę. Zrobiłam mocniejszy makijaż niż zawsze (ogólnie oczy na czarno, usta szminką)Na nogi szpilki i wyszłam do pracy.
Krótko przed 11:00 byłam na miejscu. Szef kazał Ciarze wszystko mi pokazać i wszystkiego mnie nauczyć. Wszystko w moment ogarnęłam i wzięłam się do pracy. Dzisiaj nie był duży ruch, więc nie musiałam zbyt dużo się namęczyć.
O 13:00 miałam przerwę, więc poszłam z przyjaciółką na lunch.
-I jak, podoba ci się praca?-rozpoczęła rozmowę.
-Tak, super miejsce i szef wydaje się w porządku-odpowiedziałam.
-To się cieszę-odrzekła.
Chwilę milczałyśmy aż Ciara się odezwała.
-A pochwaliłaś się w końcu Messi`emu?
Aż odskoczyłam z miejsca-cholera, zapomniałam. On mi tak pomagał i mnie wspierał a ja bezczelna nawet nie napisałam mu głupiego smsa czy dostałam pracę. Boże, co ze mnie za idiotka, nie odezwie się już do mnie. Jak mi wstyd!!!-o mało się nie popłakałam.
Ciara zaczęła mnie uspokajać- nie martw się, wyjaśnisz mu. To Messi, na pewno się nie obrazi.
-Ale na pewno jest mu przykro. Nie widziałaś jak był przejęty, gdy mnie odprowadzał do kawiarni. Ale ze mnie przyjaciółka. Jak mi wstyd!!!
-Laura, ogarnij się, Leo nie obrazi się na ciebie. Chodź, musimy wracać do pracy.
Więc poszłyśmy
*Messi***
Co się dzieje z Laurą? Miała mi napisać co z tą pracą. Czemu nie daje znaku życia. Może się obraziła na mnie, ale za co?
Rozmyślałem tak grając na treningu. Może się coś jej stało??
Muszę się jakoś z nią skontaktować. No ale nie będę do niej jechał jak idiota. Wiem, już wiem. W kawiarni pracuje ta jej przyjaciółka, Ciara. Zaraz po treningu postanowiłem tam pójść (piechotą było 15 minut drogi).
*Laura**
Nadal było mało ludzi. Siedziałam przy barze czekając na zamówienia aż zobaczyłam kogoś, kogo się nie spodziewałam zobaczyć- Messiego.
Chciałam się schować, ale mnie zauważył. Podszedł do mnie. Nie wiedziałam co robić. 
-Hej, czemu nie dawałaś znaku życia?-przywitał mnie.
-Wiesz.... sama nie wiem...zapomniałam-przyznałam się.
-To może pogadamy skoro już tu jestem?-uśmiechnął się.
-Jestem w pracy...
-Zastąpie cię, i tak nie ma tłumów-nie wiadomo skąd pojawiła się Ciara.
-Więc, idziemy?..-spytał Lionel.
-Chodźmy..-odparłam
*Messi**
Była jakaś przestraszona. Gdy wyszliśmy spojrzałem na nią. Jak ona ładnie wyglądała w tej sukience. W pewnym momencie...
*Laura**
Cholera obcas mi się złamał... Przewróciłabym się, ale złapał mnie...Messi.
-Jezu, przepraszam. Obcas mi się złamał, nogi mi zesztywniały od tych głupich szpilek i straciłam równowagę...
-Nie tłumacz się. Nic się nie stało, możesz iść?
Postawił mnie. Znowu się przewracałam, więc wziął mnie na ręce.
-Leo, postaw mnie, dam radę..
-Właśnie widzę...Daj spokój. Odniosę cię do domu.
-Taki ciężar jak ja będziesz niósł?
-Jesteś leciutka, przestań.
Dotarliśmy do mojej klatki...
-Cholera, zapomniałam kluczy!-wykrzyczałam-zostawiłam w kawiarni.
-W takim razie jedziemy-odparł.
Zaniósł mnie do swojego samochodu.
-Gdzie jedziemy?-pytałam.
-Do mnie-a co będziesz spała na schodach-Ciary nie ma, a kawiarnia zamknięta o tej porze-odparł.
-Nie, nie dam sobie radę i tak za dużo dla mnie zrobiłeś a ja....-mówiłam.
-Przestań. Przecież cię tak nie zostawię. Powiedz mi co się stało, boisz się mnie, czy co?-spytał.
-Nie. Jest mi wstyd, że ty tyle dla mnie robisz, a ja nie napisałam głupiego smsa czy dostałam pracę...Jest mi wstyd... Najpierw świetnie się bawiłam z Sandro, a wcześniej przyszła jeszcze Ciara a na koniec byłam zmęczona i zapomiałam. Mogłam to zrobić od razu. Jak mi wstyd...
-Przestań Laura, nie jestem zły tylko się martwiłem, bo nie dawałaś znaku życia.
-Martwiłeś się?
-Tak.
-Przepraszam, naprawdę..
-Nie masz za co, jest ok. Jesteśmy na miejscu.-zaniósł mnie do wielkiej willi, w której mieszkał.
-Ale masz tu ładnie-zachwycałam się.
Usiedliśmy na kanapie. Była 22:00. Gadaliśmy chyba do 3:00 i zasnęłam wtulona w Leo.
____________________________________
Hej, hej. Obiecałam, że nadrobię, więc dlatego tak szybko dodaję nowy rozdział. 
Jest jaki jest, ale jest ;).
Trochę miało być inaczej, no ale...
Do następnego!;*

środa, 10 grudnia 2014

Rozdział 3

     Weszłam do budynku, gdzie miałam mieć rozmowę o pracę. Była to urocza kawiarenka. W środku wyglądała bardzo mile i przytulnie. Nie była jakoś przestronna, duża, ale też nie mała, po prostu typowa kawiarenka. Spytałam się jednej z kelnerek, gdzie są rozmowy o pracę. Zaprowadziła mnie na korytarzyk, gdzie czekały już inne kwalfikantki. Zapytałam się jeszcze czy jest Ciara dzisiaj, ale odpowiedziała, że nie ma je dzisiaj i odeszła. Czekałam z 15 minut aż zostałam poproszona o wejście. Weszłam cała się trzęsząc i usiadłam dopiero aż mnie o to poproszono. Moim (byćmoże) przyszłym pracodawcą miał być mężczyzna około 50-tki o miłym wyrazie twarzy.
Po prawie 40 minutowej rozmowie szef postanowił powiedzieć czy mnie przyjmie czy nie. Serce mi biło ze stresu jak szalone.
-Bardzo mi miło, że będzie pani z nami pracować-stwierdził.
-To znaczy, że jestem przyjęta?!-pytałam z zaskoczeniem.
-Tak, jest pani przyjęta-mówił z uśmiechem-już spokojnie.
-Dobrze-uśmiechnęłam-bardzo się cieszę.
-Świetnie-kiedy chce pani zacząć?
-Choćby od jutra.
-Naprawdę? Znakomicie-to zaczyna pani jutro o 11.
-Dziękuję bardzo, do zobaczenia.
-Do zobaczenia.
Jaka ja byłam przeszczęśliwa. Od razu chciałam zadzwonić do Leo, ale no przecież on ma też swoje życie i sprawy 100000 razy ważniejsze ode mnie. W końcu zadzwoniłam do Ciary.
-Hej, mam tą pracę-krzyknęłam wręcz do słuchawki.
-Super laska!! Zaraz będę u ciebie.
-Ok- odpowiedziałam i popędziłam do domu, aby Ciara nie pocałowała klamki. O 14.00 byłam już z przyjaciółką na sofie w moim salonie.
-Wiesz, bo ja dzisiaj wybieram się jeszcze z tym idiotą Sandro do Wesołego Miasteczka.
-Oooo, randka się szykuje..-stwierdziła.
-Przestań. Ja z Sandro?!? Hahahah.
-Żartuję. Pomogę ci się jakoś normalnie ubrać, bo znając ciebie to byś nawet szpilki ubrała.
-Hahaha-zadrwiłam
-A zadzwoniłaś do Leo i powiedziałaś mu o tym, że dostałaś pracę?
-Nie.
-Czemu?
-Bo nie będę mu głowy zawracać, ma ważniejsze sprawy.
-Laura.......
-Później zadzwonię. Chodź, pomóż mi coś wybrać do ubrania.
-Ok,ok.
Po kilkunastu minutach szperania wybrałyśmy zwiewną, białą sukienkę w kwiatki, krótką. Ciara zrobiła mi kłosa i kazała się nie malować, bo jak stwierdziła ''bez makijażu wyglądam lepiej i młodziej".
Więc o 15:50 wyszłam bez grama makijażu i płaskich sandałach na nogach. Sandro już na mnie czekał.
-No, no jak ci ładnie bez makijażu.
-Odpuść sobie.
-Oj, Laurunia ładnie wyglądasz- uśmiechnął się.
-Dziekuję.
Spędziliśmy razem całe 4 godziny. Muszę przyznać, że naprawdę świetnie się bawiłam. Sandro nie zachowywał się już ąż tak dziecinnie jak na treningu (ale ni żeby był jakiś super poważny, normalny, zabawny był). Okazało się, że mamy ze sobą dużo wspólnego, wspólne zainteresowania itp. Nadszedł czas pożegnania.
-No to co, jak się bawiłaś?-spytał.
-Było super, naprawdę. Bądź taki mniej dziecinny częściej-zaśmialiśmy się.
-Oj, ale ja nigdy nie jestem dziecinny- zrobił obrażoną minę.
-Dobra, dobra gadaj sobie. Ja już lecę, dzięki za dzisiaj.
-Nie ma za co. Ja ci dziękuję. Dobranoc mała.
Pożegnał mnie buziakiem w policzek, co mi się spodobało (zarumieniłam się).
Byłam wykończona i wykąpałam się i położyłam się do łóżka. Przypomniało mi się nagle, że miałam napisać do Leo. Gdy miałam ''za chwilę'' wstać i to zrobić zasnęłam.
--------------------------------------------------------------------------------------
Nooo heeej!;*
Wiem, długo nie dodawałam, miałam to nadrobić, ale ostatnio nie mogłam się zabrać za pisanie i nie miałam pomysłu i weny. 
No i Laura nie napisała do Messiego, co będzie bardzo ważne w następnym rozdziale.....tyle zdradzę.
To co, do następnego!;*~Tolka